Znakomita para jechała ze mną wczoraj w 519. Wsiedli, zajęli podwójne miejsce, które z Moją mieliśmy upatrzone w skutego czego w ostatecznej konfiguracji miałem ich za plecami i słyszałem rozmowę. A raczej monolog w Jego wykonaniu z rzadka tylko przez Nią przerywany, za to pointami tak celnymi jak te, co je Silent Bob w filmach Kevina Smitha (albo odwrotnie, oni mi się zawsze mylą) wygłasza. Wygląd mieli raczej proletariacki, życiem i jego płynnymi ubarwiaczami wyraźnie byli sterani.
Jemu generalnie bardziej pasowało od tej strony jeździć niż cały Wolumen na około obchodzić no i tu mógł też gazety kupić taniej.
Nie do końca zrozumiałem dlaczego od tej strony było taniej i która to właściwie strona jest ta, ale co to ma za znaczenie, skoro gazeta kosztuje złotówkę…
- Złoty dwadzieścia – głosem Wojtka Manna poprawiła Ona, skądinąd przypominająca posturą barmankę z drugiej części Shreka, co wyjaśnia skojarzenie z głosem Wojtka Manna. Chociaż nie, głos był mniej aksamitny, nieco płytszy i bardziej zachrypnięty, ale co poradzić, wszak był mroźny lutowy poranek.
- No złoty dwadzieścia, ale tam to mnie piętnaście wyniesie.
Mają teraz te przebicia, pomyślałem, ale w osłupienie mnie wprawiło dopiero wymienienie przez Niego tytułów. Gazeta prawna, Parkiet, coś tam jeszcze z tej samej bajki.
- Mnie ta cała twoja giełda nie interesuje, ja hazardzistką nie jestem i nie będę – powiedziała Wojtek Mann.

Wysiadłem ubogacony o dwie ważne lekcje życiowe z czwartkowego poranku.
1. Nie oceniaj po wyglądzie, bo nie szelki lecz chęć szczera zrobi z ciebie giełd maklera.
2. Giełda to hazard, tak mówi Wojtek Mann.

{roody}