autobus blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2005

Siedmiu wspaniałych

Nowa promocja w środkach komunikacji!
Zbierz wszystkich siedmiu:

milion.jpg

Ósmego dostaniesz gratis :P

{r}

157

Brak komentarzy

Wczesne świąteczne popołudnie. W brudnym, zabłoconym autobusie śmierdzi tak, jak śmierdzi, gdy jedzie bezdomny; moczem, kałem, wymiocinami i wiekowym brudem. Ale to nie tak, że jechał przed chwilą i właśnie wysiadł. To śmierdzi cały autobus. Poświątecznie.

Wieczorem ląduję na dworcu Centralnym. Ten sam zapach, tylko z nutą kolejowego smaru. Zapach podróży.

Miasto śmierdzi. W święta czuje się bardziej.

{r}

26

1 komentarz

Wigilia

Pogoda zimowa: plus 2 stopnie, leje deszcz, bardziej to przypomina kwiecień, niż grudzień (a jak trzy dni temu spadł śnieg i był mróz, to przez chwilę się zdawało, że w tym roku pogoda ma idealne wyczucie, nic z tego). Późne popołudnie. Wsiadam do tramwaju na placu Bankowym. Dwa przystanki wigilijnej atmosfery.

Już na przystanku słyszę za sobą jakieś wrzaski i widzę jak wąsaty tatko z całej siły przypierdolił płaczącej córce, którą matka za rękę wyciągała za sobą po schodach ze stacji metra. W wagonie sami śmierdzący faceci, jakby to był pierwszy tramwaj do Huty tego dnia a nie ostatnie kursy przed wigilijnymi kolacjami. Smród potu miesza się z alkoholem. Tępy wzrok. Z tyłu dwaj dresiarze. W ich oczach świadomość, że jak nie w te, jak nie w następne święte, to w któreś będą takimi samymi typami z wąsami w wigilijnym tramwaju.

Wesoła rodzinka z przystanku siada. On z tyłu, ona, twarz życiem sterana, z dzieckiem, które przestało wreszcie ryczeć na kolanach. Przed nimi starsza pani ubrana z pozorami elegancji i zachowująca pozory godności. Przed nią, odwrócony do rodziny lump, któremu nogi odmówiły już posłuszeństwa i leżą bezwładnie na podłodze gada coś do przerażonego dziecka. Mam zniesmaczona, ojciec – przed chwilą jeszcze taki bohaterski, męski i zdecydowany w roli wychowawcy – teraz bezradnie patrzy się na lumpa.

Co mówią?
Nie wiem.
Od paru dni znów jeżdżę z muzyką na uszach. Nie chce ich słyszeć. Nie chcę wiedzieć, czym żyje warszawski tramwaj. Nie przed świętami.

{r}

Pocztówka z Krakowa

„To nasze nowatorskie rozwiązanie” – tako rzecze dyrektor Zarządu Dróg i Komunikacji Jan Tajster. Nowatorstwo owego rozwiązania polega na tym, że na świeżo wyremontowanym za 30 mln PLN torowisku zakręt jest tak ostry, że tramwaje się na nim wykolejają. Niewątpliwie, konstrukcji tak nowatorskiej nie ma ani Warszawa, ani Łódź, ani nawet Wrocław…

No, ale jeden zakręt nie wyczerpuje inwencji i nowatorstwa krakowskich daroźnych inżiniorow. Na tym samym (przypominam – świeżo wyremontowanym) odcinku perony przystanków zbudowano w taki sposób, że duma krakowskiego MPK – niskopodłogowe bombardiery, nie mogą otworzyć drzwi. A ledwie parę miesięcy temu przy okazji remontu skrzyżowania ul. Lubicz z Westerplatte prowadząc tory
rozminięto się na wzór słynnego wąchockiego mostu autostradowego. Przy czym – o dziwo – błąd został wykryty na etapie projektu, co niewątpliwie świadczy, że z myśleniem abstrakcyjnym nie jest w grodzie Kraka aż tak źle, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Co prawda fama głosi, że motornizy boją się mijać na skrzyżowaniu, bo tory poprowadzono zbyt blisko siebie, ale to na pewno wraża propaganda. Na szczęście idzie zima i wobec jej zupełnie niespodziewanego nagłego ataku na pewno przybledną wszystkie inne problemy.

Co bardziej przezorni podróżni już trenują:
200502.jpg

A co z feralnym nowatorskim zakrętem Otóż rozwiązaniem ma być znak ograniczenia prędkości. To tak gwoli wyjaśnienia etymologii pojęcia „Krakowski Szybki Tramwaj” – chodzi oczywiście o tą szybkę, która pęka jak tramwaj się wykoleja.

Z Cesarsko-Królewskim pozdrowieniem,
{narcyz}

131

Brak komentarzy

Ticket inspection

Kontrola biletów w wieczornym autobusie. Pik-dziękuję-pik-dziękuję-pik… Charakterystyczny rytm pracy nagle ucicha. Słychać rozmowę: z jednej strony obcokrajowiec nerwowo tłumaczy, że kasował bilet a z drugiej łamaną angielszczyzną mówi mu się, by wysiadał. Scena, jakich wiele, złapali ofiarę, praktycznie bezbronną.

Jeden z kontrolerów tłumaczy – chyba pasażerom, bo po polsku – że byłby nie w porządku wobec Polaków, gdyby odpuścił gapowiczowi z zagranicy.
Cudzoziemiec powoli się poddaje, ale już nadchodzi odsiecz.
- Idę tłumaczyć – mówi siedząca obok mnie pasażerka i włącza się do rozmowy.
Widziała, jak ten człowiek kupił bilet. Próbował skasować, ale włożył do góry nogami. Kasownik zapiszczał, zamrugał, a obcokrajowiec uznał, że wszystko jest w porządku.

Kontrolerzy są nieubłagani. Na przystanku każą zdezorientowanemu człowiekowi wysiąść. Zawstydziła mnie aktywność tej pani, zrywam się i mówię, że wcale nie ma obowiązku wysiadać na obcym przystanku. Wraca. Kontrolerom zaczynają puszczać nerwy a do akcji włącza się kierowca. Mówi, że przecież ten pan przed chwilą kupił u niego bilet i w dodatku dał całe 5 złotych, bo drobniej nie miał, a na gapę jechać nie chciał.
Odpuszczą mu w końcu?
Tak, ale za to wysiadając grożą, że spiszą numer wozu i doniosą na kierowcę gdzie trzeba. Mam nadzieję, że tam, „gdzie trzeba”, ktoś ma odrobinę zdrowego rozsądku.

Trzy przystanki dalej jakaś kobieta zaczyna krzyczeć na kierowcę, że pomylił trasę. – Przecież ma pan napisane, że staje na Waryńskiego, koło metra, to czemu pan tędy pojechał – pyta na jednokierunkowym odcinku Marszałkowskiej. Kierowca ze stoickim spokojem i zgodnie z prawdą odpowiada, że jedzie dobrze. Kobieta długo gapi się na tablicę i z wyraźnym wysiłkiem na twarzy rozszyfrowuje – przyznaję, niezbyt czytelny – system oznakowywania jednokierunkowych przystanków. W końcu przyznaje rację i wysiada na pl. Konstytucji a ja w duchu podziwiam kierowcę, że po tej pierwszej scenie w tej drugiej zachował się tak spokojnie. Przypomina mi się ten słynny żart z puentą „a mógł zabić”.

{r}


  • RSS