autobus blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2006

Motto

4 komentarzy

Ostatnimi czasami jest mi jakoś bliski ten tekst, a poza tym właściwie nie trzeba tłumaczyć dlaczego się tu znalazł, prawda? Dobry T.Love, jeszcze z punkowym kopem, dobrą gitarą itd. A słowa mówią same za siebie.
Ziggy Staszczyk, mój oficjalny sobowtór – „Autobusy i tramwaje”

Takie zwykłe masz ciało, takie szare
Takie nudne są dni, bo takie same
Gdy o świcie do pracy swojej wstajesz
Takie zwykłe masz ciało, bo takie szare
Autobusy i tramwaje
Autobusy i tramwaje
Takie złe i zmęczone ludzkie twarze
Alkoholem skropione bez wyrazu
Toczą życie o świcie po trotuarze
Takie złe i zmęczone ludzkie twarze
Taksówkarze i cinkciarze
Taksówkarze i cinkciarze


A poza tym wchodzą mi ostatnio dwa zimowe kawałki o skandynawskich tytułach – „Filandia” i „Norwegia”. Pierwszy z tej płyty, co w poprzednim wpisie a drugi to jakaś produkcja Olafa z Berlina, z bliżej nieokreślonym zespołem. Ale dość już spraw osobistych, nie ten blog.
{r}

186

2 komentarzy

Soundtrack to my life*

Mroźne, słoneczne wczesne popołudnie. W nieświeżym autobusie woń roztacza równie nieświeża para. Zakapturzeni siedzą do mnie tyłem, przed sobą mają kolorowy dziecięcy wózek, którego zwartości wolę się nie domyślać. Nie płacze w każdym razie, tylko nie wiem, czy to ma mnie uspokajać, czy raczej niepokoić.
- Uededebe… – spod lewego kaptura słychać nieartykułowane dźwięki.
- A macałeś tą kurwę, macałeś?! – prawy kaptur zarysował problematykę sporu w sposób czytelny dla reszty pasażerów, lecz ci głodni odpowiedzi zawiedli się słysząc w jej ramach tylko ten sam bełkot spod lewego kaptura.

Lewy do prawego zaczął się natarczywie przytulać, dzięki czemu pasażerowie mogli usłyszeć jeszcze kilka soczystych uwag przetykanych tajemniczym bełkotem.

Dwa miejsca dalej siedziała para w wieku szkolnym. On w jakiejś tajemniczo niekształtnej czapce, co po zdjęciu okazało się mieć związek z nieprzyzwoicie odstającymi uszami. Dresiarz, ale nie taki agresywny, tylko taki… chłopak ze smutnego blokowiska. Ją charakteryzowały głównie głęboko osadzone oczy i coś – nie mogłem się pozbyć tego wrażenia – coś takiego w twarzy, co bez trudu pozwalało zobaczyć ją za parę lat w miejscu tej spod lewego kaptura a towarzystwo tego smutnego chłopaka to wrażenie jeszcze potęgowało.

A w uszach Linda na zmianę ze Świetlickim dołują coraz bardziej uzupełniając widok tych dwóch par o smutne tło. Z tej muzyki zniknęła nagle ironia a pozostał tylko smutny obrazek polskiej rzeczywistości gdzieś między Bródnem a Wolą.

Wysiadłem. W dziecięcym wózku zdążyłem jeszcze zobaczyć worek pustych puszek po piwie. Na szczęście.

{r}

* Tę notkę czytać należy z podkładem dźwiękowym: Linda i Świetliki – „Znowu się kłócą”.


  • RSS