Rano. Oczy nie do końca otwarte. Na przystanek wtacza się zapchane 186. Przede mną godzina przebijania się przez korki na Trasie AK, Bitwy Warszawskiej i Marynarskiej. Wsiadam z przodu i poluję. Na wolne miejsce. Najlepsze są te podwójne, a konkretnie te pod oknem, z podwójnych: pierwsze i drugie licząc od przody ikarusa. Szczególnie drugie – można się zsunąć, zaprzeć nogami o nadkole i spać całkiem wygodnie, jak na autobus oczywiście. Te pierwsze też nie są złe. Najgorsze są te dwa pojedyncze na przeciwko siebie – co by nie zrobić z nogami, to komuś zawadzają. A spanie w pozycji siedzącej jest trudne i boli potem kark.

Jak mam szczęście, to coś się szybko zwalnia. Ale nie zawszę uda się przechwycić. Czasem ktoś jest szybszy, a czasem nie mam serca się wpychać przed kogoś innego. Ale czasem walczę, jak niektóre staruszki: zaciekle, z determinacją. Mam powody: godzina podróży, godzina snu – to nie jest mało.

Tramwaje są jeszcze gorsze – w ogóle nie ma miejsca na kolana. To samo w tych nowoczesnych autobusach.

Z porad praktycznych: warto zawinąć szelkę plecaka wokół ręki – można spać w miarę bezpiecznie. Zresztą w takim tłoku i tak nikt nie wyszarpie plecaka w ostatniej chwili.