Wesołe jest życie staruszka

Choć to nie godzina szczytu, 17-tka podjeżdża na przystanek pod dworcem Centralnym zupełnie zapchana. Ale stali bywalcy tego węzła przesiadkowego wiedza, że gdy otworzą się drzwi, niewielu zostanie w środku. Jest nawet szansa na miejsce siedzące. Zajmuję strategiczną pozycje z boku drzwi, tak żeby nie dać się ponieść fali wylewających się z tramwaju ludzi, a jednocześnie być blisko. Ale bez ciśnienia – pierwszą starszą kobietę przepuszczam, drugiej też nie wbijam łokcia, trzeciej nie podstawiam nogi, ani nie oblewam gorącą kawą, choć to akurat mógłbym upozorować na wypadek. – Szybko, szybko, pchamy się, pchamy – podpowiadam grzecznie. Patrzą się z odrazą. Wsiadam wreszcie.

Tramwaj jest z tych nowych, niskopodłogowych. To znaczy, że niską podłogę ma w środku, a z przodu, tam gdzie zazwyczaj szukają miejsca starsi ludzie, ma wysoką – przez przednie drzwi trzeba się wdrapać, podobnie jak idąc od środkowych. Wdrapuję się. Miejsca w tej wyższej części zajęte przez młodych ludzi. Nie mija pół przystanku, gdy zwalnia się to, przy którym stoję. Siadam i nie bez satysfakcji zezuję na te, co się pchały. Stoją.

Ale nie jestem aż taki cyniczny – gdy na przystanku po przednich schodach zaczyna się gramolić starszy pan o kulach, podrywamy się wszyscy – znaczy ci młodzi z przodu. Szczególnie wyrywna jest dziewczyna przed mną, z pierwszego miejsca. Ładnie ubrana i bardzo zgrabna brunetka. – Nie trzeba, nie trzeba – krzyczy jeszcze ze stopni mężczyzna, dając do zrozumienia, że wysiada na następnym. – No chyba, że usiądzie mi pani na kolanach – mówi taksując dziewczynę wzrokiem. I uśmiecha się ciepło. Dziewczyna się wycofuje, siada, a z drugiej strony przejścia wciąż stoi młody chłopak w jasnych dżinsach, adidasach, z lekko napuchniętą twarzą. – O nie! – podnosi głos starszy pan. – Pana to ja na pewno na kolana nie wezmę – mówi do młodego. – Bo też co to za przyjemność by była? – pyta zerkając na dziewczynę.

- Serce by panu jeszcze stanęło i co? – dziewczyna zaskoczona wcześniejszą propozycją odgryza mu się, ale z żartu śmiejemy się wszyscy. Starszy pan wysiada na kolejnym postoju, a my jeszcze chwilę komentujemy półsłówkami jego żarty; dziewczyna, ten w adidasach i ja. Miło.