Tyle słońca w całym mieście

Nowe MAN-y mają coś takiego, że strasznie szarpią. Nawet jak kierowca ma nogę lekką. A ten miał ciężką i jechał tak, że spać się nie dało. Tym bardziej w okolicy kabiny, z której dobywała się głośna muzyka przetykana co jakiś czas tradycyjnymi pozdrowieniami warszawskich szoferów:
- Gdzie, kurwa, jedziesz złamasie pierdolony?! – odezwał się do faceta, który zdezelowaną japońską terenówką nie chciał przepuścić rozpędzonego przegubowca.

- If you’re going to San Francisco be sure to wear some flowers in your hair – kawałek dalej z kabiny odezwał się Scott McKenzie.

- Ale szarpie, się przesiadł z osobowego i szarpie – z tyłu dobiegało narzekanie starszych pasażerek.

Złamas w szarym dresie coś tam jeszcz wołał do kierowcy przez okno, ale swoją determinację objawił dopiero przystanek dalej. Wiśniowy pojazd szerokim łukiem zajechał przed stojący w zatoczce autobus, kierowca wysiadł i z łapami ruszył do okienka kabiny autobusu.
- No co?! No co chuju jebany?! – zagaił machając rękoma. Zeszło z niego jednak dość szybko i odpuścił.

Z kabiny tym razem Anna Jantar: - Tyle słońca w całym mieście - trafiła w pogodę.

Na kolejnym przystanku wsiadła drobna blondynka. – Poproszę bilet. Cały. To znaczy nie wiem jaki, jakiś taki… – zaświergotała. – To znaczy jaki bilecik pani potrzebuje? – kierowca po styczności ze złamasem zmienił się nie do poznania. – Normalny? – dopytał.
- O tak, normalny.
- 3 złote, proszę pani.
- A ma pan wydać? – zapytała. A ja pomyślałem, że teraz się zacznie.
- Oczywiście – zaskoczył mnie szofer.
- To pan poszuka, a ja skasuję – zaszczebiotała blondynka i zaczęła rozglądać się za kasownikiem.
- Tylko niech się pani trzyma, bo szarpie – zawołał jeszcze kierowca i zamaszystym łukiem włączył przegubowca do ruchu.