Zapachy spod pachy

W autobusach czuć „wiosnę”. Ale od początku. Miałem się dziś dostać z Bankowego na Wilsona i gdy kierowałem się do metra zobaczyłem podjeżdżające 515 – z wielkiej czwórki, która kiedyś nazywała się A, J, S i U ostały się dziś tylko on i 520. Pamiętam, gdy po otwarciu stacji metra na pl. Wilsona skracano pozostałe (519 i 524) wiele było narzekania, jak to trudno bez nich będzie mieszkańcom Bielan. A dziś? Kto dziś jeździ z Bankowego na Wilsona autobusem?

Ja pojechałem z sentymentu i pożałowałem już w trzeciej sekundzie po wejściu do autobusu.

Najpierw poczułem ogólny zaduch, bo w klimatyzowanym autobusie okna się nie otwierają. A klima działa oszczędnie. Chyba bez pobieranie świeżego tlenu z zewnątrz. Potem poczułem starą, ubraną w zimową kurtkę i wełanianą czapkę amatorkę krzyżówek wiozącą jakieś cuchnące zakupy.

Ale prawdziwy hardcore zaczął się pół przystanku dalej – na drugim przystanku przy tej samej stacji metra do solarisa wsiadła gruba baba z siatami. Stanęła za mną. Miałem na uszach słuchawki, więc nie usłyszałem ostrzegawczego dźwięku… Dopiero po kilku sekundach poczułem chemiczny zapach i pomyślałem, że chyba zmiast wietrzyć postawnowili odświeżać powietrze. Ale nie – odwórciłem się i zobaczyłem, jak stara baba psika się po pachami dezodorantem…