You talkin’ to me?  

Jeden z tych starszych gości z wąsami,
odpornych na nowinki techniczne, ograniczających wyposażenie swojego
miejskiego cruisera (w tym przypadku coś niezgrabnego, bliżej
nieokreślonej marki, za to z pewnością z klasy economic) do taksometru,
terminala, cb i starego modelu radia. Beż żadnych mrugających
dyskotekowymi światełkami equalizerów odtwarzaczy cd, subwooferów i
kolorowych ozdób, jak ci dresiarze z przewozu osób.

Zresztą bądźmy szczerzy – na drugim biegunie taksówkarskiej
hierarchii lokuje się kasta jeżdżących dla największych korporacji. Ci,
którzy obsługują firmy z biurowców na Służewcu, wożą na vouchery lub na
karty stałego klienta. Bez gotówki. „Tylko do celów służbowych” -
zawsze powtarza sekretarka dysponująca tymi świstkami. Dawno jej nie
ma, gdy gazeta leci do druku i ostatnia ekipa opuszcza biuro. Na maila
do szefostwa, czy nie mogliby kilku zostawać szybka odpowiedź: „Powrót
z pracy do domu nie jest przejazdem służbowym”. No jaha, jest jebaną
wycieczką krajoznawczą po resztkach przemysłowej dzielnicy zamienionej
na coś, co szumnie nazywa się biznes parkiem. Ciemno jak w dupie, błoto
po kolana, a na pętli tramwajowej – pustej oczywiście, bo rozkład wciąż
ustawiony tu jest pod roboli z zakładów, które umarły 20 lat temu -
dresiarze, którzy dobrze wiedzą, że można tu wyjąć ajfona albo laptopa.

Form: sekretariat_wazniaka@wielkiafirma.pl
To: everyone@zeby_wam_sie_nie_zdawalo.com
CC: zarząd@berlin

„Nie, nawet po godz. 22″.

Na tym końcu hierarchii, gdzie w taksówce na 15-calowej plazemce
pod sufitem a-klasy oglądasz charytatywną reklamę z Pudzianem, który
pomaga, też jeżdżą czasem straszne bambry. Tyle że oprócz podstawowego
sprzętu mają GPS, smartfona, komórkę, telewizor z filmami HD i laptopa
z włączonym czatem, mailem i stroną porno i aparat, który robi ping z
częstotliwością sonaru (wrażenie pogłębia pulsująca niebieska
dioda na terminalu).

Ten dzisiejszy był z zupełnych obrzeży taksówkarskiej subkultury. Nocny żeglarz życia.
Przez 2/3 trasy w ogóle się nie odezwał, nie pytał którędy, jak ci z
GPS-ami. Nie miał muzyki, więc nie musiałem podkręcać swojej – czasem
zagłuszyć jakieś radio napierdalające o 3 nad ranem rave, o czwartek
lakukaraczę, a o piątej skrót wczorajszych wiadomości o trupach, seksie
i polityce po prostu nie sposób.

Junior Stress, „Miasta wdzięk”, potem szybki przeskok na
składankowy „Sound system”. Zastanawiam się, czy Junior już przerósł
mistrza Pablopavo, czy jeszcze jednak musi poćwiczyć. Blisko mu, w
niektórych fragmentach jest świetny. Ale potem wchodzi Pablo ze swoją
zwrotką i pokazuje, kto tu „jest historią”.

Byłem daleko w każdym razie. Nagle taksówka ostro hamuje. Ostatnie
światła przed wjazdem na osiedle. Przez Juniora przebija się
taksówkarz. – Ma pan drobne? Bo ja przed chwilą z domu wyszedłem, z
pięcu dych nie wydam.
- Co? – wyłączam muzykę.
- Drobne pan ma? Nie wydam.
- Damy radę, coś mam, 30 na pewno – mówię i znów włączamy muzykę.
-
Bo wie pan, pierwszy klient, a ja wie pan przepiłem wczoraj wszystkie
pieniądze – zaczyna nawijać z jakąś trudną do ogarnięcia prędkością.
- Gratuluję – myślę sobie. – A już pan doszedł do siebie? – mówię pod nosem. – Zdarza się – dodaję głośniej.
-
No bo widzi pan, chciałem nawet pożyczyć od tej Mariolki, co ją czasem
wożę, znamy się tyle lat, a ta nie chciała. Wie pan podwożę ją czasem
ze stacji, jak wracam rano, bo ona do sklepu jeździ no i tam czasem
kawałek…
- … przez lasek, wie pan, tam są takie krzaczki – wkręcam sobie w głowie fabułę.
- … no i tyle lat z nią jeżdżę…
- … nie wątpię! …
-
… a ona nie chciała. Ale mi taka Beata pożyczyła, no tak, dała mi, to
wyjechałem i mówię pierwszy klient akurat blisko to sobie nadrobię…

Mijamy ostatni zakręt.

- … to tutaj wjechać pod 33? Tak, od frontu czy od piwnicy?
- WTF?! Dlaczego kurwa miałbym chcieć wchodzić do domu od piwnicy zboku?! – myślę. – Od frontu! – mówię.
-
… no i ona dała mi te pieniądze, tu blisko więc jadę, ale tam koledzy
stali, to by można było jeszcze rozmienić u nich, bo tak to nie ma jak,
no gdzie o tej porze, wie pan ja raz na lotnisko podjechałem, to 20
minut czekałem, bo klientka miała tylko grube i żaden nie chciał
rozmienić…
- Wtedy poczułeś, że nie należysz do tamtych, tych z koncesją na obsługę lotniska? – drwię sobie w duchu.
- … a ja wyszedłem późno, no bo te mecze – on dalej swoje.
- Nooooo, mecz był doooobry – wychodzę na chwilę z roli.
- … no i ja je sobie nagrywam, więc obejrzę…
- Dobre były, a jutro jeszcze lepsze – zagajam.
- Jutro to nie wiem, ja dziś Polonię słuchałem…

Polonię?! Manchester grał jeden z najlepszych meczów, jakie widziałem w
życiu, co mnie Polonia?

- Awansowali.
Zremisowali 2:2, ale pierwszy mecz wygrali 1:0. Awansowali, Cracovia
odpadła – relacjonuję, bo akurat słyszałem wynik wychodząc z biura wiele
godzin temu.
- No tak, tak, ja to nie oglądałem jeszcze – mówi kierowca.
- Ups. Reszty nie trzeba, dobranoc.