autobus blog

Twój nowy blog

17

2 komentarzy

Wesołe jest życie staruszka

Choć to nie godzina szczytu, 17-tka podjeżdża na przystanek pod dworcem Centralnym zupełnie zapchana. Ale stali bywalcy tego węzła przesiadkowego wiedza, że gdy otworzą się drzwi, niewielu zostanie w środku. Jest nawet szansa na miejsce siedzące. Zajmuję strategiczną pozycje z boku drzwi, tak żeby nie dać się ponieść fali wylewających się z tramwaju ludzi, a jednocześnie być blisko. Ale bez ciśnienia – pierwszą starszą kobietę przepuszczam, drugiej też nie wbijam łokcia, trzeciej nie podstawiam nogi, ani nie oblewam gorącą kawą, choć to akurat mógłbym upozorować na wypadek. – Szybko, szybko, pchamy się, pchamy – podpowiadam grzecznie. Patrzą się z odrazą. Wsiadam wreszcie.

Tramwaj jest z tych nowych, niskopodłogowych. To znaczy, że niską podłogę ma w środku, a z przodu, tam gdzie zazwyczaj szukają miejsca starsi ludzie, ma wysoką – przez przednie drzwi trzeba się wdrapać, podobnie jak idąc od środkowych. Wdrapuję się. Miejsca w tej wyższej części zajęte przez młodych ludzi. Nie mija pół przystanku, gdy zwalnia się to, przy którym stoję. Siadam i nie bez satysfakcji zezuję na te, co się pchały. Stoją.

Ale nie jestem aż taki cyniczny – gdy na przystanku po przednich schodach zaczyna się gramolić starszy pan o kulach, podrywamy się wszyscy – znaczy ci młodzi z przodu. Szczególnie wyrywna jest dziewczyna przed mną, z pierwszego miejsca. Ładnie ubrana i bardzo zgrabna brunetka. – Nie trzeba, nie trzeba – krzyczy jeszcze ze stopni mężczyzna, dając do zrozumienia, że wysiada na następnym. – No chyba, że usiądzie mi pani na kolanach – mówi taksując dziewczynę wzrokiem. I uśmiecha się ciepło. Dziewczyna się wycofuje, siada, a z drugiej strony przejścia wciąż stoi młody chłopak w jasnych dżinsach, adidasach, z lekko napuchniętą twarzą. – O nie! – podnosi głos starszy pan. – Pana to ja na pewno na kolana nie wezmę – mówi do młodego. – Bo też co to za przyjemność by była? – pyta zerkając na dziewczynę.

- Serce by panu jeszcze stanęło i co? – dziewczyna zaskoczona wcześniejszą propozycją odgryza mu się, ale z żartu śmiejemy się wszyscy. Starszy pan wysiada na kolejnym postoju, a my jeszcze chwilę komentujemy półsłówkami jego żarty; dziewczyna, ten w adidasach i ja. Miło.

186

4 komentarzy

Rano. Oczy nie do końca otwarte. Na przystanek wtacza się zapchane 186. Przede mną godzina przebijania się przez korki na Trasie AK, Bitwy Warszawskiej i Marynarskiej. Wsiadam z przodu i poluję. Na wolne miejsce. Najlepsze są te podwójne, a konkretnie te pod oknem, z podwójnych: pierwsze i drugie licząc od przody ikarusa. Szczególnie drugie – można się zsunąć, zaprzeć nogami o nadkole i spać całkiem wygodnie, jak na autobus oczywiście. Te pierwsze też nie są złe. Najgorsze są te dwa pojedyncze na przeciwko siebie – co by nie zrobić z nogami, to komuś zawadzają. A spanie w pozycji siedzącej jest trudne i boli potem kark.

Jak mam szczęście, to coś się szybko zwalnia. Ale nie zawszę uda się przechwycić. Czasem ktoś jest szybszy, a czasem nie mam serca się wpychać przed kogoś innego. Ale czasem walczę, jak niektóre staruszki: zaciekle, z determinacją. Mam powody: godzina podróży, godzina snu – to nie jest mało.

Tramwaje są jeszcze gorsze – w ogóle nie ma miejsca na kolana. To samo w tych nowoczesnych autobusach.

Z porad praktycznych: warto zawinąć szelkę plecaka wokół ręki – można spać w miarę bezpiecznie. Zresztą w takim tłoku i tak nikt nie wyszarpie plecaka w ostatniej chwili.

186 lub 17

Brak komentarzy

Pogłoski o moim zejściu są przesadzone, aczkolwiek nie bezzasadne. Schodzę codziennie. W autobusach lub w tramwajach. Śpię. Jak nie śpię, to staram się zasnąć. Nawet nie próbuję już czytać, a od otoczenia odizolowuje się muzyką i powiekami.

Jana Pawła II – Niepodległości – Wołoska – żebrzą. Brudne dzieci i ćpuny. Brzydcy ludzie. Cuchną. Przerażają. Odstręczają. Głośniej muzykę. Weselszą muzykę. Mocniej zacisnąć oczy. Zasnąć, złapać choć pięć minut, nie przespać przystanku, wysiąść na pętli. Z otoczenia wyłapywać sygnały niezbędne do przetrwania lub dające pocieszenie.

PS: Nie ma już tego grafiti dwie notki niżej. Zamalowali. Szkoda.

17

Brak komentarzy

Panie prezydencie, pan się nie boi…

tramwaj.jpg

… cały tramwaj murem z panem stoi.

{r}

10

Brak komentarzy

Tramwajem jadę do pracy

Rano „rutynowa” wizyta w Muzeum Powstania Warszawskiego. – Sprawdzam, czy wszystko w porządku – tłumaczę pracownikom, którzy chyba czasem zastanawiają się, czy ja też tam pracuję. Wydeptuję ścieżkę do kolejnego newsa. Przełom lipca i sierpnia to przy Grzybowskiej czas domykania kolejnych projektów, więc zawsze coś stamtąd wyciągam.

Po rozmowie wychodzą na przystanek tramwajowy. Łapię 10-tkę i dla pozostania w klimacie włączam płytę Lao Che. Jest 10. Robi się gorąco. – Z pierwszo-sierpniowym potem na skroni… – śpiewa Spięty.

Na Polu Mokotowskim do tramwaju wsiada starszy, śniady facet z akordeonem. – Szwaba prać by trza po mordzie a poparzone witki dwie – to Spięty. Facet z akordeonem podejmuje dialog: – Siekiera, motyka, piłka szklanka… Wyłączam Lao Che. Słucham go przez jeden przystanek i szukam drobnych.

Wysiada. Mijam mokotowskie kamienice. Na jednej z nich:

oj.jpg

Warszawa. Przełom lipca i sierpnia. Wszystko się kojarzy. Nic nie poradzę. Zresztą nie chcę nawet.
Oj!

{komerka} Więcej o Lao Che dziś w „Dzienniku”

{r}

17

1 komentarz

Komerka

Przewaga bloga nad gazetą polega między innymi na tym, że mogę na nim władować tekst nawet_nie_krypto reklamowy bez konsekwencji. Więc ładuję.

Wiadomo, jak jest. Upał. Pot. Smród. Wczesnym popołudniem wracam z miasta do biura. W 17-tce ciepło, w uszach reggae, nastrój w górnych stanach wyższych, ale jednak do pracy jadę, nie na wakacje. W wagonie tylko kilka osób, bo to już prawie koniec trasy. Nagle podbiega do mnie dziewczyna i daje mi jogurt. Uśmiechnięta, wesoła leci przez wagon i rozdaje te jogurty wszystkim. Starcza nawet dla motorniczego i kolegi, co jedzie z nim w kabinie. Nawet po dwa rozdane z uśmiechem jogurty starcza dla każdego; dla mnie o smaku suszonych śliwek (pyszny) i moreli (jeszcze nie piłem).

Mniejsza o te jogurty – bardziej chodzi o dziecięcą radochę, jaką miała na twarzy wypisaną ta dziewczyna. W stu procentach przekonującą do produktu. I jak wszyscy w tramwaju wysiadłem z niego z uśmiechem na gębie, który się po prostu nie mógł nie udzielić.

Tak powinna wyglądać każda promocja.

{r}

Porządkując księgę gości z reklam chińskich linii lotniczych odkryłem notkę korespondenta z 3miasta.
{r}

Duma i honor Gdańsk, przystanek przy Dworcu Głównym

Zmęczony tygodniem opieram się o ścianę przystanku, w plecy przyjemnie grzeje kwietniowe słońce. Pachnie piątkową sielanką. Niebo prawie bezchmurne, ludzie jakby wolniej się spieszyli na autobusy. Jedynie dwóch panów siedzi na przystankowej ławeczce i nigdzie się nie spieszy. Ani do pracy, ani do domu, gdyż obu najprawdopodobniej nie posiadają. Dobiega mnie ich żywiołowo – bełkotliwy dialog:

- No idź, weź to! – mówi ten siedzący bliżej mnie.
- Nie pójdę – bełkocze drugi.
- Idź, bo ci jebnę, zobacz jaki długi.

Wtedy się zorientowałem, że dysputa dotyczy kipa z chodnika. Ten drugi dalej oponuje, aż pierwszy nie wytrzymuje i pełnym oburzenia głosem rzecze:

- Co z ciebie za menel?! – i sam udaję się po zdobycz.

[prezes]

Żyjemy tu, w Warszawie życiem tramwajowym. Znaczy to, że w naszej warszawskiej epoce tramwaj wzniósł się do roli symbolu.(…) Przepełniony irracjonalnie tramwaj warszawski stanowi doskonały odczynnik. W chwili gdy najbliższy bliźni demoluje na śledzionę, unicestwia czar dopiero co kupionego płaszcza, niweczy z trudem przyszyte guziki, gasi brutalnie przepiękny połysk żarliwie wyczyszczonych butów(…)wtedy dopiero spostrzegamy z przerażeniem, jacy potrafimy być pierwotni, dzicy, egoistyczni, kłótliwi, nietolerancyjni, zaślepieni, krótkowzroczni. Z drugiej strony – ileż wspaniałych wartosci dostrzegamy naraz w życiu, gdy uda nam się wepchnąć jako ostatni do rozchodzącego się w szwach autobusu, gdy przygodny sąsiad, wisząc na stopniu, odstąpi nam trzy centymetry kwadratowe miejsca, akurat tyle, by pozstawić na nich szpic buta, gdy złapapany rozpaczliwie za krawat ten, który już do połowy tkwi w środku, uśmiechnie się bez pretensji i przynie nas mocnym ramieniem, gdy wreście starsza pani, której, prąc ku wyjściu, strąciliśmy kapelusz, porwali w strzępy gazety i wgnietli całą zawartość siatki z masłem, jajami i marmoladą w biust, uśmiechnie się z tramwajową melancholią i powie smutne, lecz przebaczające:
- Nie szkodzi… – Wtedy widzimy, jak dalece potrafimy być solidarni, wyrozumiali, ludzcy i coś ciepłego rozpływa się nam jak słodka, rozgrzana czekolada koło serca.

Leopold Tyrmand
Zły

Mistrz!
{r}

Spragnionym klasycznych notek ta się pewnie znów nie spodoba, ale cóż, taka jest rzeczywistość stołecznej komunikacji; rzadko spełnia oczekiwania.

Zimny poranek na jednej z pętli autobusowych. W długim, przegubowym ikarusie krząta się kierowca. Coś poprawia, sprawdza, w pewnym momencie znika za przegubem, a przez okno widać, że się tam oparł przodem o półokrągłą barierkę.
- Będzie lał – myślę. I po chwili: – O kurwa, on naprawdę będzie lał…
Z dołu przegubu zaczyna kapać. Odwracam się zażenowany. Numer boczny…

{r}

197

9 komentarzy


Dzień komunikacyjnych odkryć. Odkryłem nowy dojazd do pracy, który – będziemy to jeszcze sprawdzać – ma potencjał korkoomijalności. A w dodatku odkryłem nową dzielnicę. To znaczy taką, w której nigdy nie byłem. A wszystko dzięki nowej linii 197

To pierwszy warszawski autobus o tym numerze i zarazem najwyższy numer linii zwykłej. Uruchomiono ją w ostatnich dniach zeszłego roku i prawdę mówiąc nie sądziłem, że kiedyś mi się przyda. No ale wtedy nie mieszkałem na Marymoncie, na który teraz wróciłem. A 197 jeździ z Gwiaździstej, pętli przy której się wychowałem. Dziś przejechałem prawie całą trasę – wprawdzie wsiadłem przy Marymonckiej (nawiasem mówiąc przystanek ten jest na tablicy w autobusie oznaczony jako dogodna przesiadka w kierunku Mokotowa. No owszem, jest tu tramwaj na Mokotów, ale kto i po co miałby jechać z Woli na Mokotów przez Marymont?! ZTM przecenia chyba fantazję pasażerów) – ale odcinek od Gwiaździstej znam na pamięć.

Dalej 197 toczy się przez Bielany. Wszystko to moja okolica, moje dzieciństwo – spacerem do babci a potem spacerem ze szkoły do domu. Tu są ulice Podczaszyńskiego, Przybyszewskiego i Perzyńskiego a ja od 26 lat nie jestem w stanie zapamiętać która jest czyja. Ale teraz bywam tu rzadko, bo ani do babci ani do szkoły… W każdym razie z okien 197 widzę zmiany i mogę tylko pojękiwać, że nie było tej linii w czasach mojego liceum. Ile ja przez te 4 lata sposobów dojazdu do szkoły (znajdującej się w zasięgu spaceru, przypominam) musiałem wymyślić, gdzie i w co ja się nie przesiadałem. Absurd.

Kiedyś Podleśną i dalej do Kasprowicza jeździło 156 i to było wygodne. To był krótki okres, w czasie budowy trasy AK. Wtedy jeszcze 156 z mostu Grota jechało Wisłostradą do Gwiaździstej i miało przystanek obok pętli. Kto to dziś pamięta?

Linie w poprzek głównych szlaków komunikacyjnych promieniście rozchodzących się po Bielanach (Broniewskiego, Żeromskiego, Kasprowicza i Marymoncka) to nowość związana ze zbliżającym się w te rejony metrem. Pewnie jeszcze sto razy się to pozmienia – jak na razie 103 i 148 kręcą bardziej, niż kiedyś a przy okazji urodziła się dowozówka 197. Kiedyś może się stać ulubioną linią mieszkańców blokowiska na dolnym Marymoncie a na razie przemyka się raz na 30 minut taki mały autobusik. Skręca sobie w Broniewskiego, potem w Prymasa Tysiąclecia i tu niestety pewnie będzie w rano stawał w korku. Ale może tłok w nim mniejszy, niż w innych liniach tnących od mostu Grota? Zresztą jak bym wsiadał na pętli, to będę miał siedzące miejsce, tak?

Trasa to nuda – fascynowała, gdy ją otworzyli i gdy miałem samochód, bo czas podróży na Wolę czy Ochotę zmalał niewyobrażalnie. Dziś trudno mi sobie wyobrazić, jak te dzielnice radziły sobie bez niej. A 197 robi myk i miast pchać się w korek w tunelu przy Zachodnim skręca w Górczewksą, potem w Płocką i pruje prosto niemal do oporu. Ulicami Krzyżanowskiego i Brylowską dociera na Czyste. I to jest właśnie odkryta przeze mnie okolica. Nigdy nie dotarłem na tył szpitala wolskiego a tu się nagle okazało, że mam bezpośredni autobus pod dawne zbiorniki gazowe tamże. Pod te zbiorniki też nigdy nie dotarłem.

No i jeszcze przystanek czy dwa i jesteśmy na dworcu Zachodnim. Tyle, że na drugim końcu tunelu pod peronami. Ten odcinek pokonuję więc piechotą oglądając podwarsiaskie klimaty i pedzia sprzedającego stare czasopisma. Wypadam na Aleje i do pracy mam 3 przystanki i 3 autobusy. Normalnie przesiadałem się przystanek dalej, na rondzie Zesłańców, ale ta przesiadka z tunelem ma swój miejski styl. Gorzej w druga stronę – nie chciałbym na tym drugim końcu tunelu czekać pół godziny na 197 nawet z myślą, że tak szybko dojadę nim na Marymont.

Ale linia fajna.


  • RSS